..
Polish K2 Broad Peak Expedition 2010

20 | 13039
 
 
2010-07-13
Odsłon: 514
 

Dlaczego Broad Peak?

Nasza wyprawa posiada pozwolenie na atakowanie dwóch szczytów w Karakorum: K2 i Broad Peak. Oba szczyty leżą obok siebie w odległości 1 godz. drogi po lodowcu, co umożliwia akcję górską z naszej bazy pod K2.

Wybrana przez nas droga Basków na K2 charakteryzuje się bardzo małą ilością platform pod namioty aż do ramienia K2, czyli obozu 4 na wysokości około 8 tys. metrów. Powoduje to, że w akcji górskiej w przypadku dobrego okna pogodowego nie mogą wziąć udziału wszyscy, bo po prostu nie ma miejsca. Z drugiej strony każdy chce wykorzystać dobrą pogodę do "robienia" klimatyzacji.

Odrębnym aspektem jest używanie tlenu - Tommy, Kinga i ja świadomie nie posiadamy tlenu do akcji górskiej na K2. Założenie atakowania K2 bez użycia tlenu z natury powoduje, że schemat aklimatyzacji powinien być inny i musi obejmować co najmniej jeden wypad na wysokość około 8 tys. metrów przed atakiem szczytowym.

Powyższe założenie spowodowało, że musieliśmy z Tommym rozpocząć akcję górską na Broad Peaku, aby nie stracić okna pogodowego.

Po szybkim śniadaniu wyszliśmy o 4 rano w kierunku bazy pod Broad Peak, gdzie zaczyna się wspinaczka. Mieliśmy ciężkie plecaki, ponieważ wszystko nieśliśmy sami - namiot, śpiwory, kurtki puchowe, jedzenie, gaz, sprzęt wspinaczkowy. Pogoda zapowiadała się wspaniała. Takie wczesne wychodzenie ma kilka zalet - śnieg jest twardy, więc nie zapadamy się po kolana. Szczeliny są jeszcze zmrożone, a co najważniejsze - nie dokucza wszędobylskie słońce, które momentalnie wysysa siły i powoduje, że z Passata stajemy się w jednej chwili Polo - jeśli chodzi o moc na górze.

Po dojściu do bazy pod Broad Peakiem kierujemy się na lodowiec, który jeszcze dobrze zmrożony nie nastarcza dużych problemów. Zaczynamy mozolnie się piąć do góry - po trzech godzinach docieramy do obozu 1. Jesteśmy jeszcze cały czas w cieniu! Dopiero podczas odpoczynku dopada nas słońce. Robi się przyjemniej, ciepło, chociaż doskonale zdajemy sobie z Tommym sprawę, że w drodze do obozu 2 będziemy jeszcze to słońce przeklinać. Podczas krótkiego odpoczynku odczytujemy z telefonu satelitarnego SMS-a o wyniku meczu półfinałowego Hiszpania - Niemcy. Radości nie ma końca - sorry German friends :-). W obozie jest kilku Hiszpanów - robi się wielki rozgardiasz – wiadomo, kilku Hiszpanów dyskutuje o futbolu.

Po krótkim odpoczynku ruszamy w kierunku obozu 2 na wysokości 6300 - słońce przypieka niemiłosiernie. Nasze plecaki z każdym metrem wydają się być cięższe. Mimo że mamy wrażenie, iż posuwamy się powoli, wyprzedzamy innych - może wcale nie jest z nami tak źle - próbujemy się pocieszać. Bardzo ciekawe jest, że wyprzedzając lub będąc mijanym zawsze próbuje się kogoś zagadnąć: skąd jesteś, jak masz na imię, które to Twoje wyjście itp.? Ty i Twój rozmówca ledwo żyjecie, co drugie słowo musisz robić przerwę na oddech, ale "rozmowa" toczy się dalej. Dla mnie sukcesem z tej rozmowy jest zawsze pamiętanie narodowości rozmówcy, już nie daje rady zapamiętać imienia. Jak zapamiętam narodowość zawsze za kilka dni mogę zacząć rozmowę : "how are you my Spanish friend" :-)

W końcu po 6 godzinach od wejścia w ścianę docieramy do obozu 2. Z wielkim trudem znajdujemy platformę na nasz malutki, lekko ponad kilogramowy namiocik. Jego waga niestety jest odwrotnie proporcjonalna do komfortu spania. Gotujemy nieskończone ilości płynów, makaronów. Powoli robi się ciemno. Łączymy się jeszcze z bazą i chciałoby się powiedzieć zapadamy w błogi sen po ciężkim dniu, ale niestety to nieprawda. Nowa wysokość i ciasny namiot powodują, że walczymy o każde kilka minut snu.

Więcej informacji: www.miotk.pl
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd